Skip to content

Mam za sobą trzy szkoły w jednym roku – co z tego wynikło?

Siedzę sobie nocą, oglądam wywiad z Marią Peszek i zastanawiam się, o czym napisać, otwieram kalendarzyk i świeci we mnie ostrym światłem, ciągle odsuwany przeze mnie wpis. Stety niestety właśnie zabieram się do pisania! Osoby, które znają mnie osobiście w większości wiedzą, że w ciągu jednego roku szkolnego szkołę zmieniłem, aż 3 razy! Dlaczego tak się stało? Jakie to były szkoły? Co teraz będę robił? Zapraszam do przeczytania.

Zastanawiając się w wakacje, co chce robić…

Pamiętam siebie, gdy wychodziłem z gimnazjum. Miałem pełno marzeń, byłem niesamowicie ambitny. Długo zastanawiałem się, co chce robić, długo nie wiedziałem gdzie oddać swoje dokumenty. W końcu przemyślałem wszystko, doszedłem do niestety mylnych wniosków i złożyłem papiery do liceum. Wpis ten podzielę na kilka części, każda będzie dotyczyć jednej szkoły.

Liceum – kraina wyższości społecznych

Jak przeczytaliście wyżej, moim pierwszym wyborem było liceum. We wrześniu byłem uczniem klasy medialnej w jednym z Wrocławskich liceów. Profil klasy bardzo mi się podobał, klasa na początku była miła, ale było tam kilka suk, których po prostu nie mogłem znieść. Z niektórymi osobami mam kontakt do dzisiaj, ale na niektóre mam się ochotę po prostu zrzygać. Niestety moja wychowawczyni to kobieta, która wręcz zachęcała do rzucenia tej szkoły. Była ona arogancka, lubiła pokazywać swoją wyższość i była zerowym wsparciem dla ucznia. Kiedy miałem porozmawiać z nią o swoich problemach stwierdziła, że nie ma ona czasu na takie głupoty, więc o takich rzeczach mogę sobie porozmawiać w domu. Wtedy stwierdziłem, że to dla mnie za dużo, że nie nadaje się do liceum i powinienem posłuchać starych rad, tak o to trafiłem do:

Technik ekonomista – nudny księgowy z marnymi zarobkami

Liceum nie było dla mnie, więc może w Technikum sobie lepiej poradzę? Takie myśli zaprzątały mi głowę, więc postanowiłem spróbować i przeniosłem papiery. Na początku było nawet fajnie, nauczyciele byli mili, chcieli pomóc mi nadrobić zaległości. Niestety znowu trafiłem na wychowawcę, który w ogóle się nami nie interesował. Była to kobieta po sześćdziesiątce, która chyba się już wypaliła jako nauczyciel, więc na lekcji wychowawczej w większości czasu omawialiśmy jej matematyczne problemy. Ciągle gdzieś w głębi serca czułem, że jest mi źle na tym kierunku, że nie chce tego wykonywać w przyszłości i w końcu wiedziałem, że pasuje do mnie bardziej życie gwiazdy na ściankach, niż siedzenie w ciasnym pomieszczeniu między fakturami jakiejś firmy. W szkole tej nie miałem również żadnych przyjaciół, więc chciałem wyrwać się gdziekolwiek i jak najszybciej, więc trafiłem do:

Technik fryzjerstwa – afera na miarę kuratorium oświaty

Wręcz pozorom była to najlepsza decyzja w moim życiu, poznałem świetnych ludzi. Była to pierwsza szkoła, w której znalazłem pierwszych prawdziwych przyjaciół. Kierunek na początku niesamowicie mi się spodobał, doszło do tego, że potrafiłem czytać o fryzjerstwie po nocach. Właśnie te noce stały się moją zmorą, wtedy zaczął do mnie wypisywać wstawiony i napalony nauczyciel fryzjerstwa. Za pierwszym razem to zignorowałem, ale gdy sytuacja powtórzyła się już kilka razy, to nie wytrzymałem. Chciałem zgłosić sprawę dyrektorowi, ale pewnie zamiótłby ją pod dywan, więc udałem się do kuratorium oświaty. Sprawa ostro ruszyła, ale na końcu strasznie przystopowała. Moja decyzja była oczywista, postanowiłem rzucić tę szkołę, ale z racji tego, że był to już drugi semestr, zostałem tam do czerwca. Znowu wpadłem w wir niewiedzy, nie wiedziałem, co chcę robić w życiu, do jakiej szkoły iść, w końcu dotarłem do momentu, w którym chciałem iść do pracy i kończyć zaoczne liceum. Na szczęście w moim technikum, pierwszy raz trafiłem na wychowawcę, z którego jestem zadowolony. Była to pani Danuta, jeszcze nigdy nie czułem takiej przyjaźni ze strony nauczyciela. Bardzo mi to pomogło w decyzjach życiowych, w przebrnięciu przez ostatnie miesiące tej szkoły. Ostatni tydzień w szkole postanowiłem sobie odpuścić, lecz przyszedłem na zakończenie roku szkolnego, aby pożegnać się z panią Danusią. Było to kilka dni temu, pamiętam jak dzisiaj. Szedłem z negatywnymi emocjami, byłem wprost załamany tą niewiedzą, zadawałem sobie pytanie:

Co robić z tym cholernym życiem? Gdzie jest moje cholerne miejsce na ziemi?

Po uroczystym zakończeniu roku szkolnego zostaliśmy odesłani do sal, rozdanie świadectw, wspólne zdjęcie i koniec? Dla wielu tak, właściwie wszyscy rozeszli się do domu. Ja zostałem, przez dobre kilkanaście minut rozmawiałem z moją wychowawczynią, o tym, co powinienem robić. Poleciła mi ona pewne liceum, powiedziała, że to miejsce, do którego się nadaje, że mam pasję, którą powinienem realizować. Z całego serca jej za to dziękuje, dała mi niesamowitego kopa do realizowania swoich marzeń. Moje ambicje znowu powróciły i myślę, że zostaną ze mną na długo. Przyszedłem tam jako wrak człowieka, a wyszedłem jako pełny życia nastolatek z ambicjami! Dowiedziałem się też, że na miejsce nauczyciela, którego zgłosiłem do kuratorium, jest szukany ktoś inny. Jestem niesamowicie szczęśliwy!!!!!

Złożyłem papiery do liceum – co dalej?

Składając te papiery, w końcu czuję, że tam powinienem się znaleźć. Nie będę już zmieniał szkoły w ciągu trzech lat, mojej wychowawczyni z technikum obiecałem, że zdobędę tam czerwony pasek i tak będzie. Życzcie mi powodzenia w realizacji marzeń i widzimy się w kolejnym wpisie.

Wiadomość, którą otrzymałem od pani Danusi chwilę po zaniesieniu papierów.

Chcesz więcej takich długich historii? Zachęcam do obserwowania mnie w social-mediach widocznych na górze strony!


„Where are you now?” Alan Walker

  • Powiem Ci całkiem szczerze tak. Nie osiągnąłem w życiu dużo oprócz tego, że pojąłem to co jest najważniejsze. Przede wszystkim znać swoją wartość, nie dać sobie wmówić inaczej i nie zwracać uwagi na to co bezmyślnie wygadują nijacy ludzie. Tak samo w Twoim przypadku. To nie jest tak, że nie pasowałeś do ludzi, szkoła do Ciebie nie pasowała, itd. Zwyczajnie miałeś pecha trafić na ludzie „mniej bystrych”.

    Trzymam za Ciebie kciuki i nigdy nie wmawiaj sobie, że się do czegoś nie nadajesz. Mi powtarzano, że nie jestem wstanie obsłużyć komputera, a tym bardziej stworzyć bloga nie znając wtedy angielskiego, a bez matmy to już w ogóle. Wciskano mi masę kitów. Mimo, że nie byłem asem w klasie, to jakoś założyłem dwa ogrody, mimo, że inni nawet nie wiedzą od czego zacząć.

    Także nie wiesz w bzdury.