Skip to content

Zacząłem nagrywać na YouTube, byłem na marszu równości – co u mnie słychać?

Dużo osób wypomina mi brak postów na blogu, sam zorientowałem się, że zostawiłem moje dziecko sam bez opieki. Jestem z tego powodu zawiedziony, jestem zawiedziony tym, że zostawiłem coś, czemu dałem tyle serca. Nie chce już obiecywać, że będę pisał regularnie, takie obietnice nic nie dają, ale ostatnio zacząłem nagrywać filmy na YouTube, więc czuje, że jednak robię coś regularnie. Mam nadzieję, że uda mi się pogodzić te dwie dziedziny.

Moje początki w internecie

Od czasu, gdy chodziłem do gimnazjum, wiele się zmieniło, ale jedna rzecz pozostała nadal taka sama. Od zawsze pragnąłem założyć swój własny kanał i tworzyć na nim materiały najwyższego poziomu. Niestety na początku balem się pokazać w internecie, więc założyłem bloga, na którym przekazywałem tylko swoje słowa. Na początku mogły być one bezwartościowe, młode, nic nie wnoszące, ale z czasem zaczęły mieć one w sobie coraz więcej szczerości i sensu. Przez około dwa tygodnie szukałem na niego nazwy, po jakimś czasie powstał w mojej głowie zamysł bloga, który nazywał się miwaski.pl (Obecnie poprzez tę stronę możecie wejść na mój kanał). Chciałem podejść do tego profesjonalnie, więc już od samego początku kupiłem własną domenę i starałem się postawić własną stronę internetową. Szło mi to bardzo opornie, ale w końcu mi się udało i powstał mój wymarzony portal. Niestety przez to, że rok temu rozpocząłem pracę w call center, nie mogłem dbać o niego tak samo, jak na początku. Prowadziłem go przez równiutki rok, gdy skończyła mi się ważność domeny, postanowiłem zamknąć temat i porzucić blogowanie. Cała historia zakończyła się w grudniu 2016 r.

W internecie czasem można się natchnąć na materiały z mojego starego bloga.- zdjęcie znalazłem w Google.

Edit: Przy pisaniu ostatniej części wpisu przypomniałem sobie o dość istotnym fakcie. Mój pierwszy blog powstał, kiedy miałem dziesięć-dwanaście lat. Razem z kuzynką postanowiliśmy założyć sobie blogi na Interii. Dobrze pamiętam tematykę jej bloga, był on o często kojarzonej gąbce, która miała na imię SpongeBob. Niestety nie mogę sobie przypomnieć tematyki własnego bloga, ale wiem, że miał on na pewno pełno obrazków z gliterów.pl (kto wie, ten wie) i był zalany jakimiś głupotami. Nie prowadziłem go długo, pewnie z jakiś miesiąc. Po kilku latach znowu wraz z kuzynką założyłem kolejnego bloga, który opowiadał o serialu „Teoria wielkiego podrywu”. Napisałem tam kilka tekstów, które z perspektywy czasu były nawet dobre. Co najlepsze, nigdy nie oglądałem tego serialu…

 

Zatęskniłem i wróciłem

Po usunięciu mojego bloga z otchłań internetu czułem jakąś dziwną pustkę. Przez pewien czas oglądałem dużo YouTuba, czytałem sporo książek i popadałem w swoistego rodzaju depresję. Nie miałem zajęcia, które budziłoby we mnie chęci do życia. Wtedy właśnie znowu pomyślałem o YouTube. Nagrałem nawet trzy odcinki, aby sprawdzić, jak będę się w tym czuł. Niestety znowu poczułem, że się boje. Nie chciałem być wyśmiany przez najbliższe mi środowisko, bałem się krytyki, więc zacząłem udawać kogoś, kim nie jestem. Robiłem to przez długi czas. Przyszedł czas, gdzie musiałem znaleźć jakieś zajęcie, aby nie oszaleć i tak o to 25 lutego 2017 na moim obecnym blogu pojawił się pierwszy wpis. Wpis Ograniczenie umysłowe ludzi wychowujących się na wioskach przyjął się naprawdę dobrze. Było w nim troszkę hejtu na mnie, ale dzięki temu zacząłem się otwierać i pokazywać siebie. Przez kilka miesięcy aktywnie prowadziłem tego bloga. Obserwując reakcje moich czytelników, dochodzę do wniosku, że całkiem dobrze mi to wychodziło. Jednak ciągle czułem, że nie jest to, o czym marzę, więc nagrałem swój pierwszy filmik. Chciałem nim wrócić do początków, więc swój kanał nazwałem miwaski – jak nazwa mojego pierwszego bloga. Nie było mi łatwo, ale postanowiłem to zrobić na spontanie. Dzięki temu powstał bardzo krótki, bo 44-sekundowy materiał. Bałem się go wrzucić, ale raz się żyje i postanowiłem rozsławić go w mediach społecznościowych. Uzyskał on według mnie fenomenalny wynik, ponieważ na chwilę obecną ma on:

  • 1861 wyświetleń.
  • 25 komentarzy.
  • 30 łapek w górę.
  • 12 łapek w dół.
  • 1330 minut oglądania.

Jak widać wielu ludzi, pewnie moich znajomych zainteresował ten film. Niestety było to takie słomiane zainteresowanie, ponieważ kolejne filmy mają już typowe statystyki początkujących youtuberów, czyli około sto, dwieście wyświetleń. Mimo to nie chce się poddawać, mam na swoim komputerze masę materiałów, które tylko czekają na montaż i wrzucenie w otchłań YouTuba. Ciągle mam obawy, czy moje filmy spodobają się większej publiczności, ale robię to z serduszka i doszedłem do wniosku, że szczerość to najlepsze co mogę tam zrobić. Nagrywanie filmów wiążę się również z większym przedsięwzięciem technicznym niż blogowanie. Na razie robię to amatorsko, ale powoli myślę o zakupieniu lepszego sprzętu, ponieważ obecnie nagrywam telefonem, co nie jest zbytnio wygodne.

 

Co będzie dalej, jak chce się rozwinąć?

Do wczoraj miałem myśli o tym, że nie chce prowadzić dwóch projektów i blog po prostu będzie zamknięty. Dzisiaj zorientowałem się jednak, że za bardzo kocham te dwie dziedziny. Blogowanie było czymś, co wybrałem zastępczo, a teraz nie wyobrażam sobie, jakbym mógł prezentować swoją osobę w internecie bez bloga. W ostatnim czasie ciągle myślę, aby ukierunkować blog w konkretną tematykę, ale wydaje mi się, że jestem zbyt zmienny do takiego zabiegu. Zmiany w moim życiu to dość istotna sprawa. Lubię raz być tutaj, raz tam, sugeruje to wpis „Mam za sobą trzy szkoły w jednym roku – co z tego wynikło?„. Jeżeli w najbliższym czasie nie dostanę żadnego kaprysu, to na blogu nadal będą pojawiać się wpisy, których nie można łącznie przypisać do żadnej kategorii. To w moim blogu właśnie jest piękne, jest to taki internetowy zbiór moich myśli, które rozdaje czytelnikom. Raz rzadziej, raz częściej, ale przynajmniej szczerze.

YouTube nadal jest dla mnie trudną domeną, chce się tam rozwinąć, ale nadal przytłaczają mnie zasady społeczności na YouTubie. Najbardziej chodzi mi o prawa autorskie. Rozpocząłem nagrywanie serii „Herbaciane wieczory„, pokazuje tam moich ulubieńców, najlepsze filmy, książki, prasę itd. Niestety nie mogę tego robić z pełnią serca, ponieważ nie mogę wykorzystywać wszystkich utworów, jakie mi się podobają. Przykładowo do najnowszego filmu, który miał się pojawić w niedzielę, chciałem dodać piosenkę „Forever Young„. Jest to utwór, który chodzi za mną od pewnego czasu i polecenie wam go byłoby szczerym zabiegiem. Niestety przez prawa autorskie YouTube postanowił zbanować mój film i jest on zablokowany we wszystkich krajach świata. Dlatego właśnie w tym tygodniu nie pojawi się żadna z moich serii. Odnośnie do drugiej mojej serii na kanale, czyli „Hot-njus” to mam z nią całkowicie inny problem. Wielu ludzi zarzuciło mi, że jest ona zbyt wulgarna, że muszę podjeść do tego inaczej, że jestem za młody, aby tak jechać po niektórych celebrytach. Patryk, którego mogliście poznać we wpisie „Jak skutecznie realizować swoje cele?” przeprowadził ze mną dość długą rozmowę na ten temat. To właśnie dzięki niemu umocniłem się w zdaniu, że muszę delikatnie zmienić otoczkę tej serii. Podstawa, czyli ocenianie newsów zostanie, ale zrobię to w nieco inny i delikatniejszy sposób. Nie chciałbym ograniczać mojego kanału do dwóch serii, które mają wiele wad. Coraz częściej chodzę wszędzie z telefonem i zaczynam vlogować w ciekawszych sytuacjach.  Mam na swoim komputerze już naprawdę sporo materiału i zastanawiam się, czy zacząć go montować, i wrzucać na YouTuba. Jakiś czas temu chciałem wrzucić materiał z marszu równości, ale powstały tam sytuacje, z których wideo nie chciałbym publikować.

Co stało się na marszu równości?

Pamiętam jak dzisiaj, była to sobota. Skończyłem lekcje o 14.20 i zadzwoniła do mnie przyjaciółka. Chciała ona mnie zabrać na zlot LGBT, a następnie marsz równości. Początkowo nie chciałem się zgodzić, namawiała mnie ona z dobrą godzinę. Jednak, gdy spotkałem się z przyjacielem, który musiał mnie zostawić po kilku minutach od spotkania. Poczułem się wtedy samotnie i chciałem spotkać się z kimkolwiek, więc w końcu zgodziłem się pójść na zlot LGBT. Nie wiązałem z tym jednak jakiś wielkich nadziei. Takie spotkania zawsze kojarzyły mi się z bardzo dziwnymi i odizolowanymi od społeczeństwa ludźmi. Kiedy dotarłem na miejsce naszego spotkania, czyli dworzec główny we Wrocławiu to okazało się, że moja przyjaciółka przyjedzie dopiero za około czterdzieści minut. Co gorsza, wysłała po mnie swojego znajomego, który miał ze mną poczekać do jej przyjazdu. Kiedy się z nim spotkałem, to zrobił on na mnie dobre wrażenie. Był schludnie, ale oryginalnie ubrany, oraz widać było w nim otwarcie na ludzi. Przedstawił mnie on całej grupie znajomych, było to dla mnie poniżające i niezbyt komfortowe, ponieważ nie lubię wchodzić do grupy ludzi, którzy się już znają. Na szczęście moje obawy szybko zniknęły i zacząłem dogadywać się z kilkoma osobami. Nie byliśmy tam zbyt długo, razem ze znajomym, który mnie tam przyprowadził, kilka minut później poszliśmy po moją koleżankę na tymczasowy dworzec autobusowy. Zamieniliśmy ze sobą kilka słów i dalej oczekiwaliśmy na jej autobus. Kiedy przyjechała, to poszliśmy odebrać jeszcze jednego znajomego z dworca głównego. Oczekiwanie na niego troszkę nam zajęło, ale gdy przyjechał, to dołączyliśmy do całej grupy. Tam właśnie wyczaił mnie pewien chłopak, zrobił on na mnie wtedy fenomenalne wrażenie. Był ubrany w różową bluzę i miał na sobie plecak inspirowany jednym z bohaterów Marvela. Prawie od razu do mnie podszedł i od tej chwili wszędzie chodziliśmy razem. Przytulaliśmy się, doszło też do kilku pocałunków. Kiedy całą grupą dotarliśmy na marsz była tam garstka osób, myślałem, że już nikt więcej się nie pojawi. Na szczęście mimo mojego złego nastawienia powoli zaczęło zbierać naprawdę dużo ludzi. Tuż przed wyjściem w miasto było ich według różnych źródeł od 1000 do 3000. Jest to naprawdę imponująca liczba, mam nadzieję, że w następnych latach będzie nas coraz więcej. Niestety razem z ludźmi, których tam poznałem, nie dotarłem do końca marszu, kiedy doszliśmy do rynku, to postanowiliśmy większą grupką znajomych iść na kampus, aby się po prostu napić. Niestety w drodze tam spotkała mnie niemiła sytuacja. Wsiedliśmy do tramwaju, siedziałem na kolanach Mikołaja (kolega, który czekał wraz ze mną na tymczasowym dworcu autobusowym). Zauważyłem, że jakiś facet ciągle nas obserwuje, więc wolałem się nie odzywać i spędzić tę podróż w ciszy. Niestety wysiadał on jeden przystanek od naszego. Kiedy tramwaj się zatrzymał, poczułem nagle uderzenie i słowa „Abyś zdechnął pedale”. Wstałem z krzesełka, byłem otumaniony. Chciałem wysiadać z tramwaju, ale moi nowo poznani znajomi mnie powstrzymali. Jakaś pani powiedziała im, że zna tego faceta, podała jego personalia itd. Wysiedliśmy na następnym przystanku, było troszkę lepiej, ale nadal słabo rozumiałem, co się dzieje. Jedna z moich koleżanek zadzwoniła na numer alarmowy. Niestety karetka ani policja się nie pojawiła, ponieważ stwierdzili, że na miejscu nie ma sprawcy, a mi nic nie jest, więc nie ma potrzeby wzywania służb alarmowych. Początkowo chciałem to zgłosić na komisariat, ale sam nie wiem, czemu odpuściłem. Po całej tej akcji postanowiliśmy nie zmieniać planów i poszliśmy na kampus. Właśnie wtedy zorientowałem się, że poznałem najlepszych ludzi pod słońcem. Chociaż wynikło tam kilka dram, to w końcu opuściło mnie uczucie samotności, które towarzyszyło mi przez dłuższy czas. Pomijając fakt, że zostałem tam uderzony, to naprawdę nie żałuje tego wyjazdu i byłem na kilku następnych, aby tylko zobaczyć tych ludzi. Co do chłopaka, z którym spędziłem cały dzień, to następnego dnia nie pamiętał nawet mojego imienia. Na początku byłem tym faktem zażenowany, ale później stwierdziłem, że to nie ma sensu. Poznam sobie kogoś, kto naprawdę będzie się ze mną liczył. Tego mi możecie życzyć kochani!

Moja przyjaciółka, która organizowała ten zlot dała mi najlepszy transparent ever!
Na marszu było pełno fotografów, więc było można znaleźć naprawdę dużo swoich zdjęć w internecie. Tutaj mam akurat zdjęcie z chłopakiem, który towarzyszył mi cały marsz.

Mam nowego kochanka!

O tak, dobrze przeczytaliście. Od pewnego czasu mojego bloga, media społecznościowe (głównie Facebook) i YouTuba śledzi pewna osoba, która identyfikuje się nickiem „Pogromca gejów”. Jest to niebanalna i wyszukana nazwa, komentarze i wiadomości od tej osoby sprawiają mi niesamowitą przyjemność i ubawienie. Czasem, gdy leżę w łóżku, otulony kocem i ciepłą herbatką na etażerce to zastanawiam się, ile ta osoba musi zadać sobie trudu, aby przeczytać mój wpis, obejrzeć mój film i wystosować niesamowicie kreatywny komentarz, a tak na poważnie to zastanawiam się, jak mocno tę osobę musi interesować moje życie. Mam kilku czytelników, którzy lubią tego bloga, ale wydaję mi się, że ta osoba jest jakaś szczególna. Nie omija ona żadnej z mojej treści, założyła specjalne konto, aby publikować komentarze na mojej stronie. Troszkę niepokoi mnie to, jak ta osoba musi znać moje życie, ale przy zakładaniu bloga liczyłem się z tym, że moje prywatne sprawy odejdą w niepamięć. Ciągle mam wahania, czy chciałbym to zgłosić na policję. Wiadomości i komentarze osiągnęły już ten poziom, który może kwalifikować się do gróźb. Jakiś czas temu pisałem z prezesem Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Zachęcał mnie on do zgłoszenia tego na policję, a ja nadal zastanawiam się, czy ma to jakikolwiek sens…

Jedna z wiadomości od mojego wielbiciela.

Moje zachowanie się zmieniło

Ostatnio miałem wiele budujących i przykrych zachowań w życiu. Czegoś mnie to nauczyło i teraz wiem, że moje zachowanie wcześniej nie było w porządku. Często obgadywałem, wyzywałem i niszczyłem ludzi, którzy mi nie pasowali, którzy zrobili mi jakąś krzywdę. Niestety takie zachowanie przysporzyło mi wiele problemów, a ja ciągle nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to niszczy również mnie. Żeby zrozumieć, jak duże błędy popełniam, musiało się w moim życiu wydarzyć kilka destrukcyjnych wydarzeń, które dosłownie przycisnęły mnie do podłogi. Obecnie zmieniłem sposób myślenia i staram nie mścić się na ludziach, nawet jeżeli bardzo mnie skrzywdzili. Staram się w internecie pokazywać pozytywną stronę swojego charakteru. Miałem ostatnio tydzień, w którym nałogowo używałem Sarahah (o tej aplikacji przeczytacie tutaj). Były tam naprawdę miłe wiadomości, na które odpowiadałem poprzez Snapchata. Dostałem masę odpowiedzi, że jestem naprawdę pozytywnym chłopakiem, że bardzo miło się mnie słucha itd. Kiedy pojawiły się tam hejty, to naprawdę duża liczba osób zaczęła mnie bronić. Jest to dla mnie naprawdę piękne doświadczenie, które będę powielał. Nie chce się zgadzać na hejt w interniecie, możecie troszkę o tym przeczytać w gościnnym wpisie Sebastiana w akcji #hejtzahejt. Mam nadzieję, że taka nowa wersja mnie przypadnie wam do gustu. Nie chcę już was męczyć takim długim tekstem, ponieważ ma on ponad dwa tysiące słów. Jeżeli przeczytaliście cały wpis, to bardzo dziękuje, miło mi i możecie się pochwalić w komentarzu… love.